40, 40, 40…

40, 40, 40…

Historia choroby tej spódnicy jest dość długa… Trwało to jakieś 2 miesiące, odkąd założyłam na siebie pierwszy prototyp uszyty z różowego prześcieradła.

Prototyp dorzucił mojemu tyłkowi jakieś 40 kg. Prototyp skrócił moje nogi o jakieś 40 cm. Prototyp dodał mi jakieś 40  lat. 40 dodatkowych kilo, 40 cm mniej, 40 lat więcej. 40, 40, 40… A lustro u Marzeny i tak upiększa zawsze. A tu katastrofa.

Było źle. A te falbany obijały się po mojej głowie i próbowały ułożyć się w smukłą spódnicę, opartą o ołówek. To było jak majaczenie. Falbany, falban…, falba…, falb… fal-ujące w moich myślach. Wiedziałam, że muszą być. Że musi być ich dużo, że będą odstawać, że będą zbiegać się do dołu. Rysowałam, kreśliłam. Rysowałam, kreśliłam. Śniłam, marzyłam, sfiksofalbaniłam.

Jedyną rzeczą, co do której nie miałam wątpliwości to suwak. Ten w kolorze chabrów. Moim ulubionym. Wiedziałam, że będzie z tyłu, na tyłku, ale nie na tym 40+. Potem dołączyła ostro pomarańczowa podszewka i choroba powoli zaczęła ustępować. Pojawiła się pierwsza, która już nie dodawała tyle w moim tyle. Potem kolejna, która wysmukliła trochę tę pierwszą, i kolejna, odliczona, odmierzona, przyszyta. Robiło się różowo, nie mylić z różowym prześcieradłem prototypu pierwszego. Ten drugi nabrał zupełnie innego różowego wymiaru, zachowując proporcje mojego rozmiaru. Potem doszło jeszcze kilka falban i stał się cud! Spódnica ozdrowiała. A wraz z nią moja głowa, która doznała spokoju, bo myśli przestały już tak falbanować. Powstała ONA!

One thought on “40, 40, 40…

  1. Jak zobaczyłam falbany i asymetrię od razu powiedziałam – to nie dla mnie fason! A potem jak przymierzyłam…. całkowicie zmieniłam zdanie. Idealnie się ułożyła! Do tego ten materiał… po prostu “falbinowa bomba”!!!

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *