Ta spódnica to z Francuskiej?

Ta spódnica to z Francuskiej?

Rok temu to było. W tym roku, kiedy tyle się działo, że nawet nie wiem czy umiem przyporządkować datę do wydarzenia, określić czasoprzestrzeń, zebrać myśli w jeden worek i powiedzieć: to było xx.xx.2014. To było w tym roku, kiedy jeszcze w styczniu przeczytałam “Cokolwiek myślisz, pomyśl odwrotnie” i chyba przez te odwrotności zaczęłam nie wyrabiać na zakrętach i tak mi zostało do dziś, mimo że minął już rok. Nawet z górką. To było chwilę po tym jak odebrałam metki, dwie chwile po tym jak założyłam bloga i trzy chwile po tym jak uszyłam jedną taką spódnicę.

Szłam wtedy, xx.xx.2014 roku, ulicą Wilczą. W Warszawie. Było ciepło i słońce świeciło, wieczór już się robił. A ja niesiona przez te niegasnące endorfiny, wcale nieprzygnieciona nadmiarem tiulowych spódnic, kolorowych spódnic, które zwisały przerzucone przez moje lewe przedramię, szłam dumna, że właśnie za chwilę zawieszę swoje spódnice, sukienki, bluzy i bluzki na wieszaku w Kwadracie. Bo jednego dnia przyszła do mnie Karolina i powiedziała: “Co powiesz, żebyśmy pokazały twoje ciuchy i biżuterię Piotrka?”. No i co ja mogłam powiedzieć wtedy? Ciśnienie mi się podniosło i nogi zaczęły same skakać! No i tak tego xx.xx.2014 roku… szłam Wilczą/słońce/wieczór/tiulowe na ręce/róg Poznańskiej i już tuż tuż Kwadrat. Trzy schody i jestem. Jesteśmy, bo za mną Piotrek szedł ze sprzętem cięższym. Zrzuciłam te tiulowe. Wtem: “O jakie piękne te spódnice! Czy to są TE SPÓDNICE Z TEGO SKLEPU NA FRANCUSKIEJ?”. Kobieto! Nie! To są te spódnice, które uszyły moje ręce! To są te spódnice, które rozweselają ludzi na ulicy! To są te spódnice, które powodują, że zatrzymuje się chłopak i mówi: “Super spódnica”! To są te spódnice, które zamieniają cię w księżniczkę. To są te spódnice, w których chce się skakać i krzyczeć z radości. To są te spódnice, które robią świat zwariowanym i pozytywnie zakręconym. To są te spódnice, których nie da się traktować obojętnie. To są te spódnice, które przyciągają ludzi. I ta dziewczyna, przyciągnięta do Kwadratu przyznała, że szła za mną tą Wilczą ulicą przez jakąś chwilę, nie mogąc mnie dogonić, bo RZUCIŁA JEJ SIĘ NAJPIERW W OCZY TA SPÓDNICA.

Ale potem już sama nie wiedziała, która bardziej jej się podoba. Tiulowa czy TA. Ja też nie wiem. Kocham jedną i drugą. Tą pierwszą w każdym kolorze <3

A dnia xx.xx.2014 roku, w Kwadracie, było tak… (fot. Agnieszka Wierzbińska)

10 thoughts on “Ta spódnica to z Francuskiej?

  1. Kocham szyc ale nie umiem ;( tylko domowe male przeróbki.
    A spodnice sa piękne zwłaszcza ze zdjęcia nr 1.
    Gratuluje talentu.
    Pozdrawiam

  2. Sledze Twojego bloga juz jakis czas i kocham to co robisz! Sama lubie szyc ale nie umiem tak jak Ty! Tak patrzac na te tiulowe spodnice nasuwa mi sie pytanie, czy bylabys w stanie uszyc sukeinke slubna? Krotka z tiulowym asymetrycznym i dwukolorowym dolem i dosyc prosta gora?

    Pozdrawiam!

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *