Weź Klimta i go pokoloruj!

Marzena mi kiedyś powiedziała, że powinnam malować, bo ciekawie dobieram kolory. Za każdym razem jak sobie o tym przypominam, uruchamia mi się jedno bardzo wyraźne wspomnienie z dzieciństwa. Jakaś III czy II klasa podstawówki. Zadanie domowe: Narysować w zeszycie księżniczkę. Chyba była to Śnieżka. Zresztą nie pamiętam, bo przecież Śnieżka była królewną.

Moja miała głowę w kształcie litery U, chociaż Babcia Hela pytała czemu moje głowy się nigdy nie zamykają. Chyba dlatego, że zawsze miałam otwarty umysł :D. Ale żeby myśli nie uciekały z głowy tej mojej księżniczki, zamykałam U bujnymi, pokręconymi, brązowymi włosami, na których spoczywała żółta korona, jak to u księżniczki, która pretenduje do bycia królową. Księżniczka owa nie odnotowywała szyi, za to bufiaste rękawy sięgały jej uszu (tych de facto nie było widać pod brązowym gąszczem włosów). Bufiaste rękawy były integralną częścią niebieskiej sukienki, która sięgała księżniczce do kostek. Oczywiście standardowa bombka, udekorowana szlaczkami. Czarne pantofle na obcasach (w zasadzie bardziej na “kaczuszkach”) skierowane były zawsze w kierunku dwóch przeciwległych biegunów, jakby owa księżniczka chciała uciec byle gdzie, żeby tylko nikt jej nie zobaczył. Gdyż była paskudna. Dlatego robiłam poprawki na jednym egzemplarzu księżniczki, śliniłam kredki, żeby kolor był mocniejszy od poprzedniego, ścierałam niedogodności, znowu kolorowałam, aż w końcu wycierałam dziurę w księżniczce i… musiałam doklejać kartkę z kolejną narysowaną własnoręcznie księżniczką, która niczym nie różniła się od poprzedniej. Ciężki los księżniczek…

Dwadzieścia parę lat później Marzena mi mówi o malowaniu… O księżniczko!

AŻ TU NAGLE!!! DOSTAJĘ OD WYDAWNICTWA EGMONT COŚ CO NAPRAWI WSZYSTKIE MOJE BŁĘDY MŁODOŚCI!!! I POZWOLI ZREALIZOWAĆ SUGESTIĘ MARZENY!!!

Dnia niedawnego otwieram paczkę, dobrze poklejoną taśmą klejącą, a w tej paczce TAKIE CUDOWNOŚCI, że do dziś nie mogę przestać się cieszyć, że WYSŁALI DO MNIE! Że ktoś stworzył TAKIE CUDOWNOŚCI! Że niebyleKTOŚ zauważył moje uszytki! Że moja życiowa pasja nie jest odbijającym się o ściany echem, tylko idzie w świat! Że ja sama własnymi rękami, będę mogła w końcu łączyć kolory na papierze, jak Marzena mówi i w dodatku przenosić je na TAKIE CUDOWNOŚCI!!!

Dwie książki do kolorowania! I to dla dorosłych!!!

“ART DECO 100 antystresowych kolorowanek” z przepięknymi ilustracjami do uzupełnienia kolorami właśnie! Z dziełami artystów, które powstały w latach 20. ubiegłego wieku, z detalami, motywami, tymi geometrycznymi i tymi organicznymi, które ulubił sobie Art nouaveau w belle epoque! Jest Alfons Mucha i jego Rozmarzenie i Klimt z Wężami wodnymi i Lampa Tiffany’ego i Balkony i okna Gaudiego! I nawet Chrysler Buliding!!! Masa detali architektonicznych, wariacji, szczególików! A najlepsze jest to, że wszystko można sobie samemu zaaranżować! Jestem tym tak podkręcona, że nie wiem od czego zacząć, i boję się zrobić kreskę, żeby nie pobrudzić, nie zniszczyć i nie musieć ścierać, jak przy księżniczce. TAKIE CUDOWNOŚCI wymagają przemyślenia :).

Problem polega jeszcze na tym, że DRUGA KSIĄŻKA – “MODOWE KOLOROWANIE” (autorstwa Marie Perron) jest równie CUDOWNA jak ta pierwsza, tylko ta jest o ciuszkach, dodatkach, fryzurach i innych wspaniałościach świata tego. W dodatku jeszcze projekty modowych kreatorów! Wszystko w czarno-białych kolorach, z ogromnymi kolorowymi perspektywami! Można wziąć różowy kolor i pomalować bransoletkę, atramentowym ją obrysować, zielonym uzupełnić dziurki na niej! A potem przerzucić się na kolejną stronę zrobić własną wersję sukienki Filipe Oliviera Baptista. A potem jeszcze pokolorować kostium kąpielowy Reoseanna, bo w końcu niedługo będziemy pływać w Bałtyku. A potem jeszcze zrobić sobie własną wersję szpilek Isabel Marant i pomyśleć, że ma się je na sobotnie wesele Kamili. Tyle możliwości! Tyle wyborów! Tyle przestrzeni do rozweselenia! Tyle szablonów do ożywienia!!! Chyba zaraz oszaleję z radości, ŻE TRAFIŁY MI SIĘ TAKIE CUDOWNOŚCI!!!  Marzena, ja Ci teraz pokażę jak pięknie maluję!!! 🙂

Jestem tak absolutnie zachwycona, że chyba pójdę na wagary zamiast do pracy. Bo wspaniałe jest jeszcze to, że te książki mają porządną tekturową okładkę i nie trzeba siedzieć przy stole, żeby móc je kolorować! 🙂

W dodatku mają jeszcze jedną moc! DZIAŁAJĄ TAK BARDZO ANTYSTRESOWO, że moje całotygodniowe złoża stresu już poszły w niepamięć, nawet przy niewielkich przymiarkach do tego, które zostały zapisane przez męża mojego o pierwszej w nocy. #cobedziekiedypokolorujewcaloscijedenszablon??? Chyba zostanę najbardziej wyluzowanym pracownikiem korporacji!!! 🙂

Jak wspaniale mieć pasję, kolorowanki i ludzi, którzy to widzą! 🙂

1

5

2

3

4

8 thoughts on “Weź Klimta i go pokoloruj!

  1. Wow , nie mialam pojecia ze jest takie fajne Cos 🙂 nie watpie ze odstresowuje, ja dziergam na szydelku dla odstresowania 🙂 pozdrawiam cieplo
    uposledzona.blogujaca. pl

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *